/perspektywa Nicole/
Miałam naprawdę wielkie szczęście, że Melody po mnie szła ! Szkoda tylko, że tak szybko musiała iść... Miałyśmy się spotkać, myślałam, że ma mi coś ważnego do powiedzenia... W każdym razie byłam jej tak nieziemsko wdzięczna ! Jak by jej się odwdzięczyć ? Może wianek jej zrobię ? Może lubi wianki i kwiaty ? Ja w każdym razie je lubię, może spodoba jej się taki prezent.
Poszłam do sklepu i zamówiłam 4 bułki czosnkowe. Zostały mi dwa złote. Trochę drogo w tym sklepie... Nie starczy mi na jakąś czekoladę dla Melody... No trudno... Ale przynajmniej mogę wrócić do domu. Miałam zarobić chociaż kilka groszy, więc dwa złote się liczą, prawda ?
Zanim jednak poszłam do domu, wybrałam się tradycyjnie na spacer. Dotarłam nad niewielkie jeziorko w lesie. Było to moje ulubione miejsce. Mogłam siedzieć tu godzinami. Postanowiłam coś porobić. Pozbierałam kamyki z ziemi i rzucałam nimi robiąc kaczki. Całkiem nieźle mi to wychodziło.
Kątem oka zauważyłam, jak coś biegnie po prawej stronie, dość daleko ode mnie, Początkowo myślałam, że to jakieś dzikie zwierzę, jednak kiedy przyjrzałam się dokładnie, mogłam rozpoznać ludzkie kształty. Czyżby ktoś uprawiał jogging ? Nawet jeśli tak, to nie wybrał sobie zbyt dobrego terenu do biegania. Na wszelki wypadek postanowiłam opuścić las i skierować się w stronę domu.
Idąc do domu usłyszałam syreny policyjne. W moim miasteczku była to rzadkość. Na ogół było spokojnie. Ogarnął mnie niepokój. Mimo to szłam dalej. Wycie syren było coraz głośniejsze. Obejrzałam się. Obok mnie przejechała karetka i trzy wozy policyjne.
- Czyżby coś się stało ? - powiedziałam sama do siebie. - Wygląda na to, że to niedaleko naszego domu...
Szłam dalej. Widziałam mój dom, a pod nim kilka wozów policyjnych i karetka. Podeszłam bliżej.
- Panie władzo, co się stało ? - zapytałam się niepewnie. - Dlaczego stoicie pod moim domem ?
- Cóż, jakby to powiedzieć... - zaczął. - Sądzę, że... Powiemy pani później... Na chwilę obecną niech pani lepiej nie wchodzi do domu...
- Ale ja chcę wejść i zobaczyć, co się stało. - odrzekłam chłodno.
- Uch, no dobrze. - otworzył przede mną drzwi.
Weszłam do środka. Od razu do moich nozdrzy dotarł okropny smród. Oglądałam po kolei pomieszczenia. Zauważyłam, że w kuchni brakuje kilku rzeczy. Czyżby nas okradli ? W takim razie po co jest tu ambulans ? Poszłam na górę. Tam smród się zwiększył. Weszłam do sypialni rodziców.
To, co tam zobaczyłam, było straszne. Upadłam na podłogę i zaczęłam płakać. Ktoś, prawdopodobnie pracownik szpitala, podniósł mnie i zaczął pocieszać słowami:
- Będzie dobrze.
Będzie dobrze ?! Nie miałam siły nic wymówić. Nogi i ręce strasznie mi się trzęsły. Zwymiotowałam.
Wszędzie była krew. Na podłodze leżały dwa języki oraz flaki tworzące napis "Silence forever". Moich rodziców wynoszono na noszach, Wyglądali okropnie. Nie mieli skóry na czubku głowy, zwisało im z niej mięso wraz ze skórą, która pozostała, przywiązane tam mieli kokardki, prawdopodobnie z ich wnętrzności, gdy były one bardzo podobne do tych na podłodze. W dodatku nie mieli palców, widać tam było obwisłe mięso i kości. Nietrudno było zgadnąć, że nie żyli. Rozpłakałam się jeszcze mocniej i znów puściłam pawia. Dalej nic nie pamiętam, straciłam przytomność.
/perspektywa Melody/
Siedziałam w samotności gdzieś w środku lasu, z dala od rezydencji. Potrzebowałam zostać na trochę sama.
- Dobrze zrobiłam ? - pytałam się prawdopodobnie samej siebie. - Dobrze, prawda ? Nicole jest szczęśliwa, prawda ? I będzie dobrze prawda ? Prawda ?! - zaczęłam się głośno śmiać. - Prawda. Teraz mogę z łatwością nią pokierować. Będzie taka jak my...
Posiedziałam jeszcze chwilę, po czym wróciłam z powrotem.
Cicho... zbyt podejrzanie cicho... Zamknęłam drzwi i weszłam oknem do mojego pokoju. Nie złapią mnie na tą samą sztuczkę.
Poszłam do pokoju Jeffa i zapukałam. Nic. Otworzyłam drzwi. Ha ! Wiedziałam ! Nie ma ! Zeszłam na dół i zajrzałam za sofę. Siedzieli tam skuleni Jeff, Toby i Sally dając mi znak, że mam być cicho. Również schowałam się za sofą.
- Co się tutaj wyprawia ? - wyszeptałam z uśmiechem, choć pod maską go nie widać.
- Sally chciała się pobawić, więc... - zaczął Jeff.
- Zastawiamy pułapki ! - wyrwał się Toby.
- Cicho patafianie ! Odkryją nas. - szepnął Jeff i puknął go w czoło.
- I już się Masky nabrał ! - szepnęło ucieszona Sally. - I teraz szuka nas po całym domu i chce zabić - dodała. Uroczo.
- Mogę się przyłączyć, prawda ?
- Jasne. - wypowiedzieli chórem.
W tym momencie rozległo się skrzypnięcie drzwi i komuś spadło na głowę wiaderko z błotem, a tym kimś był Slenderman. Mamy przerąbane.
- Cóż się tutaj dzieje ?! - krzyknął i zauważył małą, niewinną główkę Sally wystającą zza sofy ze śmiechem w oczach.
Skierował się w naszą stronę.
- Chodu ! - krzyknął Toby.
Wzięłam Sally na barana i razem w czwórkę uciekliśmy gdzieś w głąb lasu, modląc się, aby Slenderman prędko nas nie znalazł.
poniedziałek, 26 września 2016
niedziela, 25 września 2016
Rozdział II
/perspektywa Nicole/
Rano obudził mnie jakże słodziuteńki krzyk matki...
- Nicole, jesteś tam ?!
Tak bardzo nie miałam ochoty odpowiadać...
- Nicole, odpowiedz, jeśli tam jesteś !
Eh... Jak nie odpowiem, prawdopodobnie nie da mi spokoju...
- Tak, jestem. - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Gdzie wczoraj łaziłaś ?! Szukałam cię !
- O, to jest chyba nowość...
- Cicho bądź ! Powinnaś mówić, jeśli gdzieś idziesz, a jak nagle wybiegłaś z pokoju, o mało co się nie przewróciłam ! Chcesz, żebym na zawał zeszła ?
- A od kiedy upadek ma coś wspólnego z zawałem ?
- Nie pyskuj ! Marsz na dwór i nie pokazuj mi się, dopóki nie zarobisz chociaż parę groszy !
Postanowiłam się nie kłócić. Szybko się ubrałam i wyszłam na dwór. Moja matka jest naprawdę dziwna. Czepia się, że wczoraj wyszłam na dwór, a dziś każe mi iść nie wiadomo gdzie i nie wracać, póki nie zarobię... I nie wrócę !
Idąc tak i odrywając się od całego świata wpadłam na kogoś...
- Ach, przepraszam, przepraszam... - zaczęłam zakłopotana starając się wstać.
- Nie szkodzi... Chyba naprawdę masz zdolność wpadania na ludzi. - powiedziała uśmiechnięta Melody, po czym wstałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.
- Wrodzony talent. - uśmiechnęłam się. - A gdzie idziesz ?
- Po ciebie. Mieszkasz dwie ulice od tego miejsca, zgadza się.
- No... tak. - odparłam zdziwiona. - Ale skąd wiesz, gdzie mieszkam ?
- Ach ? Od koleżanki z twojej klasy... Wyglądała na kogoś w twoim wieku, więc zapytałam jej się, gdzie mieszkasz, bo wczoraj zapomniałaś mi to powiedzieć, a chciałam się przecież z tobą spotkać.
- A, faktycznie...
- A ty gdzie idziesz ?
- Matka kazała mi pracować... Dopóki nie przyniosę jej pieniędzy, nie wrócę do domu... A i tak nikt nie zapłaci mi po pierwszym dniu pracy...
- Straszne... wiesz, jeśli nie masz gdzie się podziać... Eh... Może w twojej miejscowości są opuszczone domy ? Mogłabyś się w jakimś schronić, prawda ?
- No... to nie jest zły pomysł. Dzięki !
- Nie ma sprawy. Ej, a tak się zastanawiałam... Twoi rodzice... Uh... Jakby to ująć...
- Nie lubię rozmawiać o moich rodzicach... Czasami chciałabym, aby tak po prostu zniknęli razem ze wszystkimi problemami...
- Hmmm.. Muszę się zwijać... Zgaduję, że nic dzisiaj nie jadłaś ? - mówiąc to dała mi dziesięć złotych. - Kup sobie coś, a ja mam sprawę do załatwienia... Pa !
- Pa !
Po tych słowach skierowałam się do spożywczaka.
/perspektywa Melody/
- Zniknęli, huh ? Spokojnie, znikną... Raz na zawsze... - mamrotałam po cichu.
Skierowałam się w stronę domu Nicole. Chcę jej pomóc. Wydaje się być naprawdę sympatyczną dziewczyną. Już nawet wiem, jak się do tego zabiorę. Spróbuję zrobić to tak, jakby matka zabiła ojca, a potem popełniła samobójstwo. Tak, to najlepszy sposób... Chociaż nie... Skoro sprawili jej tyle przykrości, muszą cierpieć.
Weszłam niezauważona do ich domu. Spostrzegawczy to oni nie są. Chociaż może coś usłyszeli, bo usłyszałam kroki. Dochodziły od strony schodów. Szybko schowałam się za pewnymi drzwiami tak, aby móc spokojnie wstrzyknąć strzykawkę usypiającą od tyłu.
Faktycznie, przez drzwi przeszła jakaś kobieta.
- Nicole, to ty ?! Masz pieniądze ?! Jeśli nie, to wynocha.
Aż przypomnieli mi się moi rodzice. Uroczo. Wstrzyknęłam jej dawkę usypiającą. Kobieta szybko się poddała i wylądowała na ziemi. To samo zrobiłam z mężczyzną siedzącym dwa pokoje dalej przed telewizorem i pijącym piwo. On naprawdę się nie skapnął, że ktoś wlazł do domu ? Pewnie jest na kacu. Pozostało mi odnalezienie idealnego pokoju do zabawy.
Tym pokojem okazała się sypialnia. Obcięłam im języki i przywiązałam do krzeseł. Jak ślicznie wyglądała tamta kobieta ze strachem i złością w oczach, próbując wykrzyczeć na mnie różne obelgi. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Och, jak uroczo. Języczka brakuje ? Jak mi przykro... Ale nie martwcie się ! Będziemy się bawić !
Nie chcąc brudzić mojego arsenału, poszłam do kuchni i przyniosłam kilka noży, dwa talerze, widelce i wszystko, co wydało mi się przydatne do zabawy. Jak bardzo brakuje mi w tym momencie kuszy... No nic, zastąpię to inną atrakcją.
- Brakuje wam na jedzenie, prawda ? Zaraz wam coś przygotuję ! Co powiecie na paluszki rybne, ale pokrojone w kosteczki ?
Trochę trudno było przekroić kość, ale jakoś mi się udało. Odkroiłam im palcie i posiekałam w kosteczki na talerzach. Uwielbiałam patrzeć na ich ból i cierpienie oraz na ten strach i błaganie o litość w oczach... No i te łzy...
Oczywiście zawartość z talerzy włożyłam im do ust.
- Smakuje wam ? Starałam się, wiecie ? Skińcie chociaż głowami, czy wam smakuje ! Proszę ! Czemu nie chcecie mi tego przekazać ? Oj, czeka was kara !
Mówiąc to sięgnęłam po dość ostry mały nóż.
- Karą będzie ogolenie głowy !
Wzięłam nóż i przejechałam nim po skórze tak, aby odciąć i skórę, i włosy. Oczywiście wyszło perfekcyjnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Wiecie, jak śmiesznie wyglądacie ? - wybuchłam śmiechem. - Ale jeszcze nie kończymy ! Wytrzymacie jeszcze chwilkę, prawda ?
Byli naprawdę mało wytrzymali. Westchnęłam i chwyciłam nóż i widelec.
- No dobrze. Widzę, że już odchodzicie... Gdybyście byli lepszymi rodzicami, nie spotkałoby to was... Ale zapłacicie... A lubicie kokardki ? Lubicie, prawda ? Na koniec przywiążę wam piękne kokardki, abyście choć troszkę lepiej wyglądali. Widzicie, jaka miła jestem ?
Zrobiłam nacięcie na brzuchu. Nawinęłam flaki na widelec, zupełnie jak spaghetti, po czym ucięłam dwa kawałki, zrobiłam z nich kokardki i przywiązałam je na czubku głowy. Kończąc zabawę ułożyłam z flaków jej matki napis "silence", a ojca "forever". Takie już przyzwyczajenie. Niestety nie ujrzeli tego dzieła, bo byli już martwi od momentu, kiedy skończyłam robić pierwszą kokardkę. Z wielkim uśmiechem na twarzy (i zakrwawionym ubraniem, ale co tam...) skierowałam się w kierunku lasu, aby wyczyścić lub zmienić ubranie. Jak to dobrze, że mam w cholerę takich samych bluz i spodni.
Rano obudził mnie jakże słodziuteńki krzyk matki...
- Nicole, jesteś tam ?!
Tak bardzo nie miałam ochoty odpowiadać...
- Nicole, odpowiedz, jeśli tam jesteś !
Eh... Jak nie odpowiem, prawdopodobnie nie da mi spokoju...
- Tak, jestem. - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Gdzie wczoraj łaziłaś ?! Szukałam cię !
- O, to jest chyba nowość...
- Cicho bądź ! Powinnaś mówić, jeśli gdzieś idziesz, a jak nagle wybiegłaś z pokoju, o mało co się nie przewróciłam ! Chcesz, żebym na zawał zeszła ?
- A od kiedy upadek ma coś wspólnego z zawałem ?
- Nie pyskuj ! Marsz na dwór i nie pokazuj mi się, dopóki nie zarobisz chociaż parę groszy !
Postanowiłam się nie kłócić. Szybko się ubrałam i wyszłam na dwór. Moja matka jest naprawdę dziwna. Czepia się, że wczoraj wyszłam na dwór, a dziś każe mi iść nie wiadomo gdzie i nie wracać, póki nie zarobię... I nie wrócę !
Idąc tak i odrywając się od całego świata wpadłam na kogoś...
- Ach, przepraszam, przepraszam... - zaczęłam zakłopotana starając się wstać.
- Nie szkodzi... Chyba naprawdę masz zdolność wpadania na ludzi. - powiedziała uśmiechnięta Melody, po czym wstałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.
- Wrodzony talent. - uśmiechnęłam się. - A gdzie idziesz ?
- Po ciebie. Mieszkasz dwie ulice od tego miejsca, zgadza się.
- No... tak. - odparłam zdziwiona. - Ale skąd wiesz, gdzie mieszkam ?
- Ach ? Od koleżanki z twojej klasy... Wyglądała na kogoś w twoim wieku, więc zapytałam jej się, gdzie mieszkasz, bo wczoraj zapomniałaś mi to powiedzieć, a chciałam się przecież z tobą spotkać.
- A, faktycznie...
- A ty gdzie idziesz ?
- Matka kazała mi pracować... Dopóki nie przyniosę jej pieniędzy, nie wrócę do domu... A i tak nikt nie zapłaci mi po pierwszym dniu pracy...
- Straszne... wiesz, jeśli nie masz gdzie się podziać... Eh... Może w twojej miejscowości są opuszczone domy ? Mogłabyś się w jakimś schronić, prawda ?
- No... to nie jest zły pomysł. Dzięki !
- Nie ma sprawy. Ej, a tak się zastanawiałam... Twoi rodzice... Uh... Jakby to ująć...
- Nie lubię rozmawiać o moich rodzicach... Czasami chciałabym, aby tak po prostu zniknęli razem ze wszystkimi problemami...
- Hmmm.. Muszę się zwijać... Zgaduję, że nic dzisiaj nie jadłaś ? - mówiąc to dała mi dziesięć złotych. - Kup sobie coś, a ja mam sprawę do załatwienia... Pa !
- Pa !
Po tych słowach skierowałam się do spożywczaka.
/perspektywa Melody/
- Zniknęli, huh ? Spokojnie, znikną... Raz na zawsze... - mamrotałam po cichu.
Skierowałam się w stronę domu Nicole. Chcę jej pomóc. Wydaje się być naprawdę sympatyczną dziewczyną. Już nawet wiem, jak się do tego zabiorę. Spróbuję zrobić to tak, jakby matka zabiła ojca, a potem popełniła samobójstwo. Tak, to najlepszy sposób... Chociaż nie... Skoro sprawili jej tyle przykrości, muszą cierpieć.
Weszłam niezauważona do ich domu. Spostrzegawczy to oni nie są. Chociaż może coś usłyszeli, bo usłyszałam kroki. Dochodziły od strony schodów. Szybko schowałam się za pewnymi drzwiami tak, aby móc spokojnie wstrzyknąć strzykawkę usypiającą od tyłu.
Faktycznie, przez drzwi przeszła jakaś kobieta.
- Nicole, to ty ?! Masz pieniądze ?! Jeśli nie, to wynocha.
Aż przypomnieli mi się moi rodzice. Uroczo. Wstrzyknęłam jej dawkę usypiającą. Kobieta szybko się poddała i wylądowała na ziemi. To samo zrobiłam z mężczyzną siedzącym dwa pokoje dalej przed telewizorem i pijącym piwo. On naprawdę się nie skapnął, że ktoś wlazł do domu ? Pewnie jest na kacu. Pozostało mi odnalezienie idealnego pokoju do zabawy.
Tym pokojem okazała się sypialnia. Obcięłam im języki i przywiązałam do krzeseł. Jak ślicznie wyglądała tamta kobieta ze strachem i złością w oczach, próbując wykrzyczeć na mnie różne obelgi. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Och, jak uroczo. Języczka brakuje ? Jak mi przykro... Ale nie martwcie się ! Będziemy się bawić !
Nie chcąc brudzić mojego arsenału, poszłam do kuchni i przyniosłam kilka noży, dwa talerze, widelce i wszystko, co wydało mi się przydatne do zabawy. Jak bardzo brakuje mi w tym momencie kuszy... No nic, zastąpię to inną atrakcją.
- Brakuje wam na jedzenie, prawda ? Zaraz wam coś przygotuję ! Co powiecie na paluszki rybne, ale pokrojone w kosteczki ?
Trochę trudno było przekroić kość, ale jakoś mi się udało. Odkroiłam im palcie i posiekałam w kosteczki na talerzach. Uwielbiałam patrzeć na ich ból i cierpienie oraz na ten strach i błaganie o litość w oczach... No i te łzy...
Oczywiście zawartość z talerzy włożyłam im do ust.
- Smakuje wam ? Starałam się, wiecie ? Skińcie chociaż głowami, czy wam smakuje ! Proszę ! Czemu nie chcecie mi tego przekazać ? Oj, czeka was kara !
Mówiąc to sięgnęłam po dość ostry mały nóż.
- Karą będzie ogolenie głowy !
Wzięłam nóż i przejechałam nim po skórze tak, aby odciąć i skórę, i włosy. Oczywiście wyszło perfekcyjnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Wiecie, jak śmiesznie wyglądacie ? - wybuchłam śmiechem. - Ale jeszcze nie kończymy ! Wytrzymacie jeszcze chwilkę, prawda ?
Byli naprawdę mało wytrzymali. Westchnęłam i chwyciłam nóż i widelec.
- No dobrze. Widzę, że już odchodzicie... Gdybyście byli lepszymi rodzicami, nie spotkałoby to was... Ale zapłacicie... A lubicie kokardki ? Lubicie, prawda ? Na koniec przywiążę wam piękne kokardki, abyście choć troszkę lepiej wyglądali. Widzicie, jaka miła jestem ?
Zrobiłam nacięcie na brzuchu. Nawinęłam flaki na widelec, zupełnie jak spaghetti, po czym ucięłam dwa kawałki, zrobiłam z nich kokardki i przywiązałam je na czubku głowy. Kończąc zabawę ułożyłam z flaków jej matki napis "silence", a ojca "forever". Takie już przyzwyczajenie. Niestety nie ujrzeli tego dzieła, bo byli już martwi od momentu, kiedy skończyłam robić pierwszą kokardkę. Z wielkim uśmiechem na twarzy (i zakrwawionym ubraniem, ale co tam...) skierowałam się w kierunku lasu, aby wyczyścić lub zmienić ubranie. Jak to dobrze, że mam w cholerę takich samych bluz i spodni.
sobota, 24 września 2016
Rozdział I
/Perspektywa Nicole/
- Kurna, znów to samo...- gadałam sama do siebie słysząc krzyki w sąsiednim pokoju.
Zapewne moi niesamowici rodzice znów się kłócili. Odkąd ojca wywalono z pracy, nie ma tu ani chwili spokoju. Ciągle pije alkohol i okropnie się zadłużył, głównie przez gry hazardowe. Matka za to jest strasznie pracowita, ale i tak nie wystarcza nam to na utrzymanie. Zdarza się, że przez kilka dni nie mam nic do jedzenia. Matka często mi ubliża, że nie chodzę do pracy, że nie pomagam w utrzymaniu... Próbowałam już pracować, ale nikt nie chciał mi płacić dostatecznej sumy, zadowoliłabym się chociażby 50zł, ale 10zł za miesiąc to za mało ! Słysząc kroki zmierzające do mojego pokoju, postanowiłam wyjść na spacer i uniknąć kłótni. Idealnie minęłam się z matką, która już miała coś powiedzieć, ale szybko poszłam na zewnątrz.
Był już wieczór. Ulice świeciły pustkami. Taki urok mojego małego miasteczka. Zresztą to dobrze. Nie przepadałam za większymi zbiorowiskami ludzi. Nie miałam przyjaciół, gdyż rówieśnicy często się ze mnie wyśmiewali. Dlaczego ? Dlatego, że uważali mnie za wariatkę. Zawsze rozmawiałam sama z sobą. Tak, jak ludzie tworzą ze sobą zwyczajne dialogi, tak samo ja je tworzyłam, tylko że z "drugą mną". Z czasem ograniczyłam to, jednak inni wciąż się śmieli, że nie mam przyjaciół, więc sama ich sobie wymyślam.
I właśnie dlatego zamknęłam się w sobie. Ogromną trudność sprawia mi chociażby dogadanie się ze sklepikarką w mięsnym. Mimo to jakoś daję radę.
Dopiero około 20: 30, a już całkowicie ciemno. Uroki jesieni. W sumie ta pora najbardziej mi odpowiadała. Pamiętam, jak będąc dzieckiem, chodziłam z rodzicami na spacery po ciemnych ulicach, oglądając gwiazdy. To były piękne czasy... ale potem ojciec popadł w długi, a teraz na dodatek stracił pracę.
Latarnie ledwie oświetlały drogę. Ledwie, ale zdążyłam zauważyć, że ktoś przebiegł tuż obok mnie, popychając mnie przy tym tak, że przechyliłam się i upadłam na trawę obok chodnika. Przynajmniej nie było aż tak twardo...
- Uważaj, jak chodzisz ! - krzyknęłam zdenerwowana.
Zauważyłam, że postać zaczęła iść w moją stronę. Ups, chyba to usłyszała ! Co robić, co robić, co robić ?! Ja nie chciałam nikogo urazić albo coś...
- Ach, przepraszam, nic ci nie jest ? - przemówiła postać ciepłym, dziewczęcym głosem i wyciągnęła rękę w moją stronę. - Pomóc ci wstać ?
- Nie, nic mi nie jest, dziękuję - odpowiedziałam, choć sprawiło mi to wielką trudność, nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Mimo ogromnej nieśmiałości przyjęłam pomoc i podałam jej rękę.
Przyjrzałam jej się dokładnie. Miała na sobie czarno-niebieskie buty, czarne spodnie, czarną bluzę z niebieskimi paskami na rękawach i niebieskim kapturem na głowie, białe włosy z niebieskimi końcówkami, szarawą skórę, jedno oko niebieskie, a to, co budziło we mnie największe zdziwienie i strach, było jej drugie oko- miało ono czarne białko i czerwoną tęczówkę, na dodatek wypływała z niego jakaś czarna ciecz !
Strach mnie sparaliżował. Patrzyłam na nią jak na tygrysa syberyjskiego. Ogromnego z wyszczerzonymi kłami, biegnącego wprost na mnie tygrysa syberyjskiego.
Dziewczyna chyba zauważyła strach w moich oczach.
- Ach, widzę, że zauważyłaś. - mówiąc to uśmiechnęła się i wskazała na owe oko. Pokiwałam nerwowo głową i głośno przełknęłam ślinę. - To tylko mała wada genetyczna. - zachichotała. - Nie masz się czym przejmować.
- A-ach... d-dobrze. -cichutko powiedziałam. Mogłabym się jeszcze zapytać, dlaczego ma szarą skórę, ale może po prostu było jej zimno ? Chociaż ta bluza wygląda na dość ciepłą... Albo o kolor włosów ? Ale przecież mogła sobie na taki przefarbować.
- Trochę niegrzecznie jest rozmawiać, kiedy nawet nie znamy swoich imion. - zaczęła białowłosa. - Ja zwę się Melody, a ty ?
- J-jestem Nicole. - odpowiedziałam niepewnie. -M-miło poznać.
- Wzajemnie. - znów się uśmiechnęła. - Czy nie powinnaś być już w domu ? Trochę niebezpiecznie jest chodzić po takich ciemnych ulicach. Wiesz, pijacy, mordercy, gwałciciele...
- B-błagam, n-nie strasz. - wzdrygnęłam się na samą myśl spotkania czołowego z pijanym facetem żądającym jakiejś panienki. - Z-zwykle n-nie chodzą tu takiego typu o-osoby.
- Aha... A możesz mi powiedzieć, dlaczego ciągle się jąkasz ? Ja chyba nie jestem osobą, której trzeba się bać...
- Ach, n-no bo j-ja... - zdziwiło mnie jej pytanie. Nie dane było mi dokończyć, gdyż mnie wyprzedziła.
- Chyba nie rozmawiasz często z ludźmi, prawda ?
Co to za jasnowidz ?
- T-tak, ale... skąd w-wiedziałaś ?
- Spotkałam wcześniej jeszcze kilka osób i powiedzieli mi, że w mieście mieszka jakiś odludek. - posmutniałam, gdy tylko usłyszałam to słowo. Melody chyba to zauważyła, gdyż po chwili dodała - Ale nie martw się ! Miałam podobnie. Jeśli chcesz, to ja mogę się z tobą zaprzyjaźnić.
- N-no dobrze...
W miarę, jak rozwijała się nasza rozmowa, przestałam się jąkać. Rozmawiałyśmy o wszystkim i niczym. Mimo, że znałyśmy się dopiero niecałe dwie godziny, wiedziała już o mnie niemalże wszystko. Ja również dowiedziałam się o niej wielu rzeczy.
- Ach, zagadałyśmy się trochę. Mam coś do załatwienia.
- Dobrze, to pa !
- Pa ! Mam nadzieję, że jutro też się spotkamy.
Mówiąc to odeszła w swoją stronę. Skierowałam się więc w swoją stronę. Wiedziałam, że jest już naprawdę późno. Niezauważona weszłam do swojego pokoju i sprawdziłam, która godzina.
- O kurde, 23:42... Naprawdę się zasiedziałyśmy... - znów rozmawiałam sama do siebie. - Ale teraz mamy przyjaciółkę, prawda ? Już nie będziemy samotne ? Ale wiem, że czegoś zapomniałyśmy. Wiesz czego ? Chociażby umówić się, gdzie się spotkamy albo wymienić się adresami ! - uderzyłam się w czoło. - no trudno, pomyślimy nad tym rano. Teraz trzeba się położyć. Też jesteś zmęczona, prawda ? Dobranoc.
/Perspektywa Melody/
Szłam powolnym krokiem na miejsce spotkania. I tak się spóźniłam dwie godziny, więc poczekają na mnie jeszcze trochę. I tak nie zrobi to różnicy. Najwyżej wywalą mnie na zbity pysk, ha ha ! Ale koledzy raczej by mnie obronili... Heh, już widzę ich miny... Ale... ta dziewczyna jest interesująca... Jutro musimy się spotkać... Czyżby była jak ja ? Może ma predyspozycje ? Sprawdzę... Ale to jutro...
Opis postaci
Bardzo dziękuję osobom, które weszły na ten blog ! Mam nadzieję, że się wam on spodoba. :)
Jeśli chodzi o postacie, pojawiać się tu będą postacie wymyślone przeze mnie (między innymi Silence, Nicole i zwyczajne ludki) oraz te z creepypast. Jeśli chcecie, abym dodała jakąś postać, np. wymyśloną przez was, to śmiało piszcie, a w kolejnych rozdziałach postaram się ją dodać :)
Ok, czas na króciutki opis głównych postaci. Charakteru nie będę opisywać, będziecie mieli okazję sami go ogarnąć podczas czytania rozdziałów ;)
Nicole
Nicole to szesnastolatka o kasztanowych włosach i szarych oczach. Nosi głównie bluzki na ramiączkach, bluzy, spodnie dresowe oraz buty sportowe. Strój najczęściej jest w zimnych kolorach, takich jak czarny, niebieski i fioletowy.
Silence
Polecam przeczytać jej historię wymyśloną przeze mnie :) Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Silence
Jeśli jednak ktoś nie ma zbytnio czasu, to szybko ją opiszę. Ma szarawą skórę, prawe oko jest niebieskie, natomiast lewe ma czarne białko oraz czerwoną tęczówkę (dzięki czemu ma świetny wzrok), posiada również długie białe włosy z niebieskimi końcówkami z grzywką na lewą stronę, wiąże je w kitę. Nosi chustę z uśmiechem rekina, czarną bluzę z kieszeniami, z niebieskimi paskami na rękawach i niebieskim kapturem, czarne spodnie z kieszeniami oraz czarno-niebieskie buty.
Ticci Toby
Polecam przeczytać jego historię, choć prawdopodobnie większość osób ją zna.
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Ticci_Toby
Jeśli jednak ktoś jej nie czytał, a nie ma zbytnio czasu, to szybko go opiszę. Ma bladą, prawie szarą skórę, brązowe włosy oraz ciemne oczy. Nosi pomarańczowe gogle, szarą chustę, jasnobrązową (czy coś w ten deseń) bluzę z ciemniejszymi paskami na rękawach oraz granatowym kapturem, granatowe spodnie oraz czarne buty.
Jana the Killer
Nie mam żadnego pojęcia, kim jest ta postać XD Ale ją dam. Wydaje się być... ciekawa ? W każdym razie sama wymyślę jej przeszłość i charakter ^^ Wracając do wyglądu. Ma czarne włosy z niebieską grzywką, bladą cerę oraz zielone oczy. Nosi czarną bluzkę z krótkim rękawem, niebieski krawat, czarną spódnicę, czarno-niebieskie pończochy oraz czarno-białe buty.
Jane the Killer
Polecam przeczytać jej historię, ale ją również prawdopodobnie wszyscy znają.
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Jane_The_Killer
Jeśli jednak ktoś jej nie czytał, a nie ma zbytnio czasu, to szybko ją opiszę. Ma białą skórę poza twarzą, na której nosi białą maskę z otworami na oczy, do których przyszyta jest czarna koronka oraz czarnym kobiecym uśmiechem. Nosi perukę z czarnymi włosami, czarną sukienkę i czarne buty.
Jeff the Killer
Creepypastę chyba każdy zna, ale na wszelki wypadek wkleję link.
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Jeff_The_Killer
Jeśli jednak ktoś jej nie czytał, a nie ma zbytnio czasu, to szybko go opiszę. Ma białą skórę, niebieskie oczy bez powiek, czarne włosy i wycięty uśmiech. Nosi białą bluzę z kapturem, czarne spodnie i czarno-białe buty.
KageKao
Polecam przeczytać jego historię, ale większość osób chyba ją zna.
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/KageKao
Jeśli jednak ktoś jej nie czytał, a nie ma zbytnio czasu, to szybko go opiszę. W paście nie wspominano o wyglądzie twarzy, więc sama ją wymyślę :P Ma bladą cerę, czarne włosy i czarne oczy. Nosi czarno-białą maskę z szczęśliwym białym uśmiechem bądź zdenerwowanym czarnym grymasem, czarno-biały szalik, czarną bluzę z kapturem, czarne spodnie i czarno-białe buty.
Bloody Painter
Polecam przeczytać jego historię, ale większość osób chyba ją zna.
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Krwawy_Malarz_(Bloody_Painter)
Jeśli jednak ktoś nie czytał, a nie ma zbytnio czasu, to szybko go opiszę. Ma jasną cerę, czarne włosy i niebieskie oczy. Nosi granatowy fartuch/koszulę z żółtą uśmiechniętą minką na lewej stronie, czarne spodnie i czarne buty.
Jeśli chodzi o główne postacie, to chyba wszystkie ^^ Najwyżej potem kogoś dodam. Tak więc zapraszam do czytania rozdziałów ! :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)