niedziela, 25 września 2016

Rozdział II

/perspektywa Nicole/
Rano obudził mnie jakże słodziuteńki krzyk matki...
- Nicole, jesteś tam ?!
Tak bardzo nie miałam ochoty odpowiadać...
- Nicole, odpowiedz, jeśli tam jesteś !
Eh... Jak nie odpowiem, prawdopodobnie nie da mi spokoju...
- Tak, jestem. - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Gdzie wczoraj łaziłaś ?! Szukałam cię !
- O, to jest chyba nowość...
- Cicho bądź ! Powinnaś mówić, jeśli gdzieś idziesz, a jak nagle wybiegłaś z pokoju, o mało co się nie przewróciłam ! Chcesz, żebym na zawał zeszła ?
- A od kiedy upadek ma coś wspólnego z zawałem ?
- Nie pyskuj ! Marsz na dwór i nie pokazuj mi się, dopóki nie zarobisz chociaż parę groszy !
Postanowiłam się nie kłócić. Szybko się ubrałam i wyszłam na dwór. Moja matka jest naprawdę dziwna. Czepia się, że wczoraj wyszłam na dwór, a dziś każe mi iść nie wiadomo gdzie i nie wracać, póki nie zarobię... I nie wrócę !
Idąc tak i odrywając się od całego świata wpadłam na kogoś...
- Ach, przepraszam, przepraszam... - zaczęłam zakłopotana starając się wstać.
- Nie szkodzi... Chyba naprawdę masz zdolność wpadania na ludzi. - powiedziała uśmiechnięta Melody, po czym wstałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.
- Wrodzony talent. - uśmiechnęłam się. - A gdzie idziesz ?
- Po ciebie. Mieszkasz dwie ulice od tego miejsca, zgadza się.
- No... tak. - odparłam zdziwiona. - Ale skąd wiesz, gdzie mieszkam ?
- Ach ? Od koleżanki z twojej klasy... Wyglądała na kogoś w twoim wieku, więc zapytałam jej się, gdzie mieszkasz, bo wczoraj zapomniałaś mi to powiedzieć, a chciałam się przecież z tobą spotkać.
- A, faktycznie...
- A ty gdzie idziesz ?
- Matka kazała mi pracować... Dopóki nie przyniosę jej pieniędzy, nie wrócę do domu... A i tak nikt nie zapłaci mi po pierwszym dniu pracy...
- Straszne... wiesz, jeśli nie masz gdzie się podziać... Eh... Może w twojej miejscowości są opuszczone domy ? Mogłabyś się w jakimś schronić, prawda ?
- No... to nie jest zły pomysł. Dzięki !
- Nie ma sprawy. Ej, a tak się zastanawiałam... Twoi rodzice... Uh... Jakby to ująć...
- Nie lubię rozmawiać o moich rodzicach... Czasami chciałabym, aby tak po prostu zniknęli razem ze wszystkimi problemami...
-  Hmmm.. Muszę się zwijać... Zgaduję, że nic dzisiaj nie jadłaś ? - mówiąc to dała mi dziesięć złotych. - Kup sobie coś, a ja mam sprawę do załatwienia... Pa !
- Pa !
Po tych słowach skierowałam się do spożywczaka.
/perspektywa Melody/
- Zniknęli, huh ? Spokojnie, znikną... Raz na zawsze... - mamrotałam po cichu.
Skierowałam się w stronę domu Nicole. Chcę jej pomóc. Wydaje się być naprawdę sympatyczną dziewczyną. Już nawet wiem, jak się do tego zabiorę. Spróbuję zrobić to tak, jakby matka zabiła ojca, a potem popełniła samobójstwo. Tak, to najlepszy sposób... Chociaż nie... Skoro sprawili jej tyle przykrości, muszą cierpieć.
Weszłam niezauważona do ich domu. Spostrzegawczy to oni nie są. Chociaż może coś usłyszeli, bo usłyszałam kroki. Dochodziły od strony schodów. Szybko schowałam się za pewnymi drzwiami tak, aby móc spokojnie wstrzyknąć strzykawkę usypiającą od tyłu.
Faktycznie, przez drzwi przeszła jakaś kobieta.
- Nicole, to ty ?! Masz pieniądze ?! Jeśli nie, to wynocha.
Aż przypomnieli mi się moi rodzice. Uroczo. Wstrzyknęłam jej dawkę usypiającą. Kobieta szybko się poddała i wylądowała na ziemi. To samo zrobiłam z mężczyzną siedzącym dwa pokoje dalej przed telewizorem i pijącym piwo. On naprawdę się nie skapnął, że ktoś wlazł do domu ? Pewnie jest na kacu. Pozostało mi odnalezienie idealnego pokoju do zabawy.
Tym pokojem okazała się sypialnia. Obcięłam im języki i przywiązałam do krzeseł. Jak ślicznie wyglądała tamta kobieta ze strachem i złością w oczach, próbując wykrzyczeć na mnie różne obelgi. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Och, jak uroczo. Języczka brakuje ? Jak mi przykro... Ale nie martwcie się ! Będziemy się bawić !
Nie chcąc brudzić mojego arsenału, poszłam do kuchni i przyniosłam kilka noży, dwa talerze, widelce i wszystko, co wydało mi się przydatne do zabawy. Jak bardzo brakuje mi w tym momencie kuszy... No nic, zastąpię to inną atrakcją.
- Brakuje wam na jedzenie, prawda ? Zaraz wam coś przygotuję ! Co powiecie na paluszki rybne, ale pokrojone w kosteczki ?
Trochę trudno było przekroić kość, ale jakoś mi się udało. Odkroiłam im palcie i posiekałam w kosteczki na talerzach. Uwielbiałam patrzeć na ich ból i cierpienie oraz na ten strach i błaganie o litość w oczach... No i te łzy...
Oczywiście zawartość z talerzy włożyłam im do ust.
- Smakuje wam ? Starałam się, wiecie ? Skińcie chociaż głowami, czy wam smakuje ! Proszę ! Czemu nie chcecie mi tego przekazać ? Oj, czeka was kara !
Mówiąc to sięgnęłam po dość ostry mały nóż.
- Karą będzie ogolenie głowy !
Wzięłam nóż i przejechałam nim po skórze tak, aby odciąć i skórę, i włosy. Oczywiście wyszło perfekcyjnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Wiecie, jak śmiesznie wyglądacie ? - wybuchłam śmiechem. - Ale jeszcze nie kończymy ! Wytrzymacie jeszcze chwilkę, prawda ?
Byli naprawdę mało wytrzymali. Westchnęłam i chwyciłam nóż i widelec.
- No dobrze. Widzę, że już odchodzicie... Gdybyście byli lepszymi rodzicami, nie spotkałoby to was... Ale zapłacicie... A lubicie kokardki ? Lubicie, prawda ? Na koniec przywiążę wam piękne kokardki, abyście choć troszkę lepiej wyglądali. Widzicie, jaka miła jestem ?
Zrobiłam nacięcie na brzuchu. Nawinęłam flaki na widelec, zupełnie jak spaghetti, po czym ucięłam dwa kawałki, zrobiłam z nich kokardki i przywiązałam je na czubku głowy. Kończąc zabawę ułożyłam z flaków jej matki napis "silence", a ojca "forever". Takie już przyzwyczajenie. Niestety nie ujrzeli tego dzieła, bo byli już martwi od momentu, kiedy skończyłam robić pierwszą kokardkę. Z wielkim uśmiechem na twarzy (i zakrwawionym ubraniem, ale co tam...) skierowałam się w kierunku lasu, aby wyczyścić lub zmienić ubranie. Jak to dobrze, że mam w cholerę takich samych bluz i spodni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz